Re: Urodzinowy wpis u ninedin, czyli moje czytanie: ROZPOZNALI KROKI ERYNII
Tagi:
horror,
kryminał,
opowiadania
Właściwie w styczniu miały być tylko zestawienia, ale nie mogłem przejść bez słowa obok ogłoszonego na blogu Ninedin jej urodzinowego wpisu, więc nie przechodzę. Ten wpis to taka krótka recenzja-relacja z mojego czytania rzymskiego opowiadania Ninedin, którego jakimś cudem podobno nikt nie chce:
ROZPOZNALI KROKI ERYNII

Muszę chyba zacząć od tego, że sam temat (starożytny Rzym i jego demonologia) spodobał mi się szalenie. Ze wszystkich tych starożytnych cywilizacji to własnie Rzym najbardziej działa na moją wyobraźnię (co akurat nie jest jakoś specjalnie oryginalne), więc takie tło historyczne jako oprawa plus fantastyczno-horrorowa intryga kryminalna stworzyły razem genialną mieszankę o jakiej właściwie mógłbym sobie tylko pomarzyć. Pamiętam, że z czytania Ja, Klaudiusz najbardziej przypadły mi do gustu właśnie te fragmenty, w których była mowa o zupełnie na serio traktowanych zabobonach i klątwie jako głównej przyczynie śmierci. U Gravesa miało to służyć przede wszystkim zatuszowywaniu zbrodniczych działań jak najbardziej realnej postaci, Ninedin postanowiła pójść inną droga i potraktować zabobony jak najbardziej serio. Dzięki czemu otrzymaliśmy do czytania paranormalny kryminał z doskonale opisanymi realiami starożytnego Rzymu w tle.
W ogóle Ninedin na serio postanowiła pochwalić się swoją erudycją i wyszło jej to kapitalnie. Już dawno nie czytałem tak udanej rekonstrukcji przeszłości. Wrażenie realizmu w opowiadaniu jest efektem wrzucenia czytelnika w sam środek codziennych czynności i zwyczajnego życia. Żeby to się udało trzeba doskonale wyważyć o czym wspomnieć, a o czym nie wspomnieć i wreszcie umiejętnie wpleść wiedzę w samą tkankę opowiadania. W Rozpoznali kroki Erynii nie ma potężnych passusów, które ex catedra objaśniają warunki życia w starożytnym Rzymie, ale opis np. banalnej przechadzki dwóch zamożnych kobiet, podczas której jedna z nich kupuje sobie 15-letnią niewolnicę, żeby ta zajmowała się jej garderobą. Tym samym zupełnie mimochodem dowiadujemy się o tym jak żyło się dobrze sytuowanym kobietom, co w efekcie świetnie się sprawdziło jako budulec realistycznego tła. Z jednej strony intryga zyskała rewelacyjnie interesującą oprawę, z drugiej trudno nie odnieść wrażenia, że sama historyczna oprawa stanowi równorzędny składnik opowieści. Z perspektywy muszę napisać, że właśnie ta scenografia, opis obyczajów i bardzo prawdopodobna rekonstrukcja mentalności ówczesnych Rzymian najbardziej przypadły mi do gustu. Rzadko bowiem zdarzają się teksty, która potrafią wprzęgnąć erudycje autora/autorki w ramy popkulturowej opowieści, tak aby wszystko razem tworzyło fascynującą układankę i tak fajnie razem współgrało. (Ninedin, na serio: Chylę czoła, bo moim zdaniem zahaczyłaś o mistrzostwo)
Mentalność. Wielki plus, raz za wychwycenie i osadzenie jako jądra intrygi, tak ważnego dla starożytnych Rzymian kultu przodków, przez co otrzymaliśmy zupełnie niebanalny kryminał, prawie że genealogiczny, w którym wzajemne koligacje (super odtworzenie skomplikowanej struktury rodzinnej Rzymian z ich licznymi małżeństwami i prawami kto po kim dziedziczy -> chociaż na samym początku chyba było tego odrobinę za mało, bo można się lekko pogubić w nazwiskach i tym kto dla kogo jest/był kim) stanowią ścieżkę do rozwiązania zagadki. Dwa, za uwiarygodnienie postaci głównej bohaterki, która przy całkowicie rzymskiej mentalności (skłonność do zabobonu, snobizm, wykorzystywanie własnej pozycji) doskonale wpisała się w ramy kryminału w duchu, jak najbardziej Conana Doyle'a. Przez co dostaliśmy sympatyczną i interesującą wariację na temat tego, jak wyglądałoby racjonalne rozkminianie zupełnie nieracjonalnych zagadek, gdyby Sherlock Holmes był rzymską westalką.
To wszystko zostało wymieszane z niemal klasyczną ghoust story o nawiedzonym domu i bardzo cieszę się, że ten element fantastyczny został tak zgrabnie wmieszany w obyczajowość epoki, bo okazało się, że kryminał plus horror plus starożytny Rzym idealnie do siebie pasują.
Podsumowując: Wielki plus za intrygę i jej zaskakujące rozwiązanie (serio), no i oczywiście za szczegółowy opis realiów, bo to już po prostu klasa sama w sobie. Niesamowicie spodobał mi się też portret psychologiczny głównej bohaterki. Do ideału zabrakło mi jedynie drzewa genealogicznego na samym końcu opowiadania, które by ładnie zilustrowało wszystkie koligacje rodzinne. Ale to ja już tak mam, że lubię sobie oglądać drzewa genealogiczne.
Polecam.
źródło zdjęcia: [link]



4 comments
OK. OK. Uspokoiłam się, mogę już skomentować.
Po pierwsze, strasznie się cieszę, że mnie zrecenzowałeś.
Po drugie, strasznie się cieszę, że Ci się podobało.
I po trzecie - strasznie się cieszę, że udało mi się napisać parę rzeczy tak, że je widać. Najbardziej, tak po prawdzie, obawiałam się, że nie wyjdzie - dla mnie oczywisty, ale co do czytelnika nie byłam już tak pewna - fakt, że Awita jest, i ma być w zamierzeniu, z lekka zgorzkniałą, niekoniecznie pod każdym względem najmądrzejszą, zarozumiałą snobką. Przy tym miała w zamierzeniu budzić sympatię, ale mimo, a nie za, swoje wady.
Dziękuję. You made my day.
To jeszcze dopowiem, bo właściwie nie napisałem nic o Twoim stylu, że jest naprawdę WOW. Bardzo fajnie jest z tego literackiego stylu wygrzebywać Twój sposób pisania, jaki znam z Twojego bloga. To była mega frajda, bo znane mi zwroty nagle pojawiały się w innym kontekście i to robiło bardzo dobre wrażenie. W sensie to co uważałem za stricte publicystyczne okazało się najzupełniej literackie.
W ogóle styl to ważna sprawa. Zwłaszcza w opowiadaniach historycznych i tutaj bardzo dobrze to wyszło.
Co do głównej bohaterki to chyba nie musiałaś się martwić, bo momentami prawdziwa z niej zołza. Zwłaszcza w tym jak traktuje niewolników, ale to jest właśnie fajne, bo bardzo, bardzo prawdopodobne. Z drugiej strony ma poczucie humoru i potrafi wzbudzać sympatię.
Na koniec zapytam jeszcze w jakich dokładnie czasach rozgrywa się akcja? Bo na początku piszesz o Cezarze, ale nie byłem pewien, czy chodzi Ci o Cezara jako Cezara, czy Cezara jako przydomek. W każdym razie po dosyć łatwym dostępie do niewolników domyślam się, że były to początki cesarstwa.
No więc tak:
Realia są autentyczne, w sensie - był taki proces. Marek Tulliusz Cyceron bronił (skutecznie) w roku 66 p.n.e. (ostatnie lata republiki) Aulusa Kluencjusza Awitusa, oskarżonego przez matkę Sasję o otrucie ojczyma. Niewolnik był kluczem do sprawy, ale w zachowanym tekście mowy Cycerona "Pro Cluentio" (którą wspominam) nie ma żadnej wzmianki o jego dalszych losach. Nic też nie wiadomo o dalszych losach Awitusa i jego rodziny - tę część wymyśliłam.
Mój tekst dzieje się jakieś trzydzieści parę lat później: już po śmierci Juliusza Cezara, na początku rządów Cezara Oktawiana (współrządów jeszcze, z Antoniuszem). Zakładam, że Awitus ożenił się parę lat po procesie; Awita ma jakieś 24 lata (zostało jej jeszcze piętnaście lat służby, służba trwała 30 lat, zaczynało się w wieku plus minus ośmiu). Awantury polityczne, o których wspominam w przelocie, to proskrypcje roku 43 p.n.e, kiedy to zamordowano Cycerona i wielu innych "wrogów publicznych".
I dzięki za miłe słowa w kwestii stylu :)
To nawet mi przez myśl nie przeszło, że to jest aż tak bardzo mocno historyczne. Chociaż w sumie nie mam się co dziwić. :-)
Prześlij komentarz